WP Ważny temat Partner edycji
WP Ważny temat Partner edycji Bella Happy

Męskość idzie dziś w parze z ojcowską czułością

Partner edycji Bella Happy
Współcześni tatusiowie są coraz bardziej wrażliwi na potrzeby nowo narodzonych dzieci. Zupełnie inaczej niż ich ojcowie i dziadkowie. Wędrują z wózkiem, noszą torby pełne dziecięcych kosmetyków, przewijają, wstają w nocy do płaczącego dziecka, biorą urlopy tacierzyńskie. Chcą od samego początku być ważną częścią życia maluszka.

Jeszcze do początku ubiegłego wieku ojciec w rodzinie pełnił funkcję „króla”. Decydował o wszystkim, co dzieje się w domu, rodzinie i wymagał posłuszeństwa. Bezwzględnego. Taki nieformalny podział ról utrzymywał się długo. Dość powiedzieć, że wielu z nas pamięta taki rodzinny model z własnego dzieciństwa. Potwierdzają to badania, choćby te przeprowadzone w ramach projektu „Być tatą”, finansowane przez World Childhood Foundation z 2014 roku. A jeszcze wcześniejsze opracowania, np. „Powrót taty” z 2007 roku, mówią, że jedynie 3 proc. zapytanych rozmawiało ze swoimi ojcami o uczuciach.

Niedobrze, prawda? Co się więc stało, że współcześni ojcowie są inni? Że nie dziwi nas wielki wytatuowany facet tulący maleńkie dziecko czy obrazek, na którym młodzi ojcowie z niemowlakami czekają na uczelniach na studiujące mamy, po to, by w przerwach od zajęć podać maluszka do nakarmienia?

Amerykański psycholog David Blankenhorn stwierdził kiedyś, że gdyby maluszek umiał mówić, na pytanie „kim jest tata?” odpowiedziałby, że to ktoś, kto nie jest ani nim, ani mamą.

Kim więc jest współczesny tata? I dlaczego jego rola w życiu rodziny tak mocno się zmieniła? O tym wszystkim rozmawiamy z dr Ewą Jarczewską-Gerc, dyrektor ds. badań SWPS Innowacje.

Agnieszka Jarosz: Z perspektywy czasu jak ocenia Pani rolę ojca w rodzinie? Jakie zmiany są najbardziej zauważalne?

Psycholog, dr Ewa Jarczewska-Gerc: Kiedyś relacje z rodzicami, a w szczególności z ojcem, były bardzo chłodne. Dla panów, którzy są dziś po 70-tce, było czymś zupełnie niebywałym, żeby głowa rodziny jakkolwiek uczestniczyła w wychowywaniu dzieci. Pamiętam jedną z anegdot na ten temat. Mój tato opowiadał mi, że jego ojciec poszedł raz na wywiadówkę. Tyle tylko, że do zupełnie innej szkoły niż ta, w której uczył się jego syn (śmiech).

Kiedyś mieliśmy do czynienia z bezemocjonalnym wychowywaniem dzieci. Same matki też przyjmowały taką postawę. Bardzo fajnie zresztą napisała o tym Danuta Wałęsowa w swojej autobiografii. Stwierdziła, że kiedyś dzieci się chowało, a nie wychowywało. Oczywiście były w domu, ale raczej potrzebne do pomocy przy gospodarstwie, do opieki nad młodszymi dziećmi, natomiast nie było ich aktywnego wychowywania, jakie widzimy w tej chwili – właśnie z zaangażowaniem ojców.

Według raportu Nationale Nederlanden „Powrót taty. Polskie ojcostwo: pełen etat czy praca dorywcza” opublikowanego w czerwcu 2019 r., ponad 80 proc. ojców chciałoby spędzać więcej czasu z dziećmi i bardziej angażować się w ich wychowanie, a jedna trzecia po założeniu rodziny ogranicza życie zawodowe. Czy to dobry model rodziny?

Bardzo dobry. Współcześni mężczyźni sami mają żal do swoich ojców, że nie dostali odpowiedniej dawki miłości. Uważają, że brak uwagi i wspólnego spędzania czasu przełożył się na pewne deficyty, które mają jako dorośli. Jakie? Na przykład nie potrafią się komunikować, nie mają dostępu do własnych uczuć, emocji, są gorszymi menedżerami w pracy, bo nie potrafią dotrzeć do drugiego człowieka i zrozumieć jego potrzeb, nie umieją tak zarządzać zespołem, żeby nie tylko oczekiwać, ale także spełniać oczekiwania swoich pracowników. I chcą to zmienić, a jednocześnie nadrobić wszystkie braki, jakich sami doświadczali w relacjach ze swoimi dziećmi.

Młody ojciec z wózkiem lub dzieckiem w nosidełku to piękny widok. Jeszcze trzy, a nawet dwie dekady temu było to nie do pomyślenia. Facet z dzieckiem? Niemożliwe! Dziś mężczyzna – ojciec przestaje być super męski, a staje się super czuły. To dobrze?

Zdecydowanie. Gdy patrzy się na badania na próbach ogólnopolskich, nawet tych sprzed lat, to zawsze Polacy stawiali na pierwszym miejscu rodzinę. W badaniach deklaratywnych oczywiście. Natomiast to stawianie na rodzinę dla mężczyzn oznaczało, że „idę zarobić na chleb” dla rodziny, na „dach nad głową” – i to wystarczyło. Myślenie „ja przynoszę mięso z lasu, a wy – kobiety – zajmujcie się dziećmi i ogniskiem domowym” było na porządku dziennym. To oczywiście metafora (śmiech).

Z czasem okazało się jednak, że nie samym mięsem człowiek żyje – a oprócz potrzeb ekonomicznych ludzie odczuwają potrzebę czułości, bliskości oraz więzi i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego właśnie nastąpiła ta zmiana. I dzięki temu dziś powszechny jest obraz tatusiów – czy to na placu zabaw, czy z wózkiem, czy bawiących się z maluszkami.

Co ważne – okazuje się, że ci mężczyźni naprawdę są z tego zadowoleni. Nie robią tego wbrew sobie czy dlatego, że tak trzeba, wypada albo że ktoś im kazał – są po prostu szczęśliwi, że mogą udzielać się w takiej relacji ze swoim własnym dzieckiem.

Jakie obowiązki ma dziś współczesny ojciec?

Coraz częściej młodzi ludzie odnajdują sens w relacji partnerskiej. Polega ona na tym, że nikt nikomu nie pomaga, ale jest jeden wspólny cel i oboje rodzice razem nad nim pracują. Dotychczas bowiem, proszę zwrócić uwagę – bardzo często mówiło się – mój mąż pomaga w domu. Ale komu on właściwie pomaga? Sobie? Raczej nie żonie, bo wtedy wychodzi, że wszystko, co dzieje się w domu, to jej obowiązek. A tak nie jest.

W tej chwili odchodzi się od mówienia, że ktoś komuś pomaga. Dziś mówi się, że współtworzymy dom. A obowiązki są podobne. Ja karmię, ty przewijasz, ja kąpię, ty podgrzewasz mleko, ja usypiam, ty wstajesz do płaczącego niemowlęcia albo odwrotnie – robimy wspólnie to, co w danej chwili jest konieczne. Mamy bowiem wspólne dziecko i nie ma czegoś takiego, że ktoś komuś robi przysługę i pomaga.

Bycie tatą to bez wątpienia jedno z największych wyzwań w życiu mężczyzny – wie o tym każdy, kto choć raz próbował przewinąć pieluszkę wierzgającemu niemowlęciu. Panowie coraz częściej są tego świadomi i traktują rolę ojca coraz poważniej. Dlaczego tak się dzieje?

Zachowania młodych nie tylko nas przestają razić, ale wręcz nas inspirują. Od mody może się zacząć ważna zmiana społeczna. Ja te zmiany obserwuję. Słuchałam niedawno wywiadu w radiu z młodym tatą, który napisał książkę – nie pamiętam, kto to był, ale stwierdził w niej, że beneficjentami tej zamiany ról społecznych w rodzinie są mężczyźni. Wyjaśnił, że ten twardy wzorzec faceta odebrał im bardzo dużo i dziś próbują to odzyskać. I dzięki temu mogą być blisko z dzieckiem, mogą mówić o uczuciach, emocjach i nie muszą się wstydzić kolegów. I co najważniejsze – czują się dowartościowani, spełnieni i mogą dziecku dać wszystko to, czego sami nie dostali w domu.

Od czego, a właściwie od kiedy tato powinien zaczynać budować więź emocjonalną z dzieckiem? Gdy jest ono w łonie matki czy zaraz po urodzeniu – pielęgnując, przewijając, kąpiąc, usypiając?

Mężczyznom jest trochę trudniej budować więź z dzieckiem na etapie rozwoju płodowego, bo tego po prostu nie czują. Kobietom jest zdecydowanie łatwiej. Brzuch rośnie, pojawiają się zmiany, dzidziuś zaczyna się ruszać. Ślady pamięciowe prawdopodobnie zaczynają się tworzyć od 16. tygodnia ciąży, więc mężczyznom trudno jest czasami spojrzeć na mało widoczny brzuch i dostrzec w nim swoje dziecko.

Mimo to zachęcam, by budowanie relacji zaczęło się bardzo wcześnie, dziecko bowiem „pamięta” czułe mówienie do brzucha, przytulanie, głaskanie (oczywiście z umiarem, bo może to spowodować skurcze), ono to czuje. Zaleca się przecież słuchanie muzyki w ciąży, czytanie książek maleństwu, mówienia do niego – bodźce te bowiem wpływają nie tylko na mamę, ale także na maluszka.

Po narodzeniu nasze maleństwo będzie pamiętać i rozpoznawać nie tylko głos matki, ale także głos ojca. I albo będzie się go bało – jeśli partner krzyczał na matkę dziecka, a takie sytuacje niestety się zdarzają, albo będzie wyczuwało dobre emocje, pozytywnie reagując na jego głos – czuły, radosny i spokojny.

Co prawda na początku niemowlęciu wszystko się zlewa (jest to tzw. egocentryzm istnienia) – matka, ono, ojciec. Jest dopiero na etapie poznawania, ale właśnie w zależności od zachowania ojca czy matki będzie odbierało środowisko zewnętrzne jako coś przyjaznego albo wrogiego, zagrażającego.

Na pewno jednak dziecko od momentu narodzin potrzebuje stymulacji i dotyku. Brak takich czułości wywołuje chorobę sierocą. Dlatego tak ważne jest, by na przykład w domach małego dziecka przytulać maluszki, mówić do nich, nosić. Często robią to wolontariusze, bo jest to niezwykle ważne dla prawidłowego rozwoju dziecka.

Dlaczego to takie ważne?

Dotykanie, stymulowanie rączek, główki – to działania, które powodują, że dziecko się prawidłowo rozwija, także jego układ nerwowy i odpornościowy. Oczywiście im częściej ojciec dotyka dziecko, a nie tylko sama matka, tym bardziej ono koduje ten dotyk, bliskość i więź.

Jakiś czas temu przeprowadzono badanie na 13-letnich dziewczynkach. Polegało ono na tym, że przechodziły one przez bolesną procedurę medyczną i zostały podzielone na trzy grupy – w pierwszej grupie w gabinecie była matka, w drugiej dziewczęta łączyły się z nią telefonicznie, a w trzeciej nie miały z nią żadnego kontaktu. Okazało się, że u dziewczynek – nawet jeśli słyszały mamę w telefonie, nastąpił wzrost poziomu oksytocyny, czyli hormonu bezpieczeństwa, miłości, i jednocześnie nastąpił spadek kortyzolu, czyli hormonu związanego ze stresem. Najgorzej wyniki wypadły w trzeciej grupie, w której pacjentki nie miały żadnego kontaktu z bliską osobą.

Czyli słyszenie głosu, dotyk, czułość oddziałują na każdego z nas chemicznie. Jeśli dziecko czuje się kochane, a ojciec czy matka mówią do niego w spokojny sposób, z czułością i miłością – to wykształca ono bezpieczny styl przywiązania. Efekty tego zauważymy w jego dorosłym życiu. Nie będzie wówczas podejrzewało wszystkich, że chcą je zranić, zdradzić lub zrobić mu krzywdę.

Jak w dzisiejszych czasach tatusiowie przygotowują się do roli ojca? Czytają, uczestniczą w szkoleniach, podpytują kolegów, swoich ojców? Czy tak sami z siebie wiedzą, co jest dobre?
Mężczyźni lubią sami się dokształcać. Szukają literatury, wchodzą na portale, szukają wiedzy w internecie, uczestniczą w różnych forach, na których ma miejsce wymiana doświadczeń. Sami także zakładają blogi.

Chcą się uczyć, ale od równych sobie i trochę na swoich zasadach. Szukają wyników badań, coraz częściej interesują się tym, co mówi na dany temat nauka, co warto robić. Jednocześnie są bardzo ostrożni w kwestii wiedzy przekazywanej przez starsze pokolenia.

Moja magistrantka, która się właśnie obroniła, pisała pracę o opiece okołoporodowej. Z tych badań wyszło, że młodzi rodzice czują się bardzo zagrożeni przez różnego rodzaju porady dawane przez matkę czy teściową. O ile lubią, gdy pomaga im się w sposób instrumentalny, czyli zabierze dziecko na spacer, o tyle na udzielane rady reagują negatywnie, a wręcz agresywnie.
Wniosek nasuwa się sam. Każdy powinien przeżyć swoją życiową przygodę, czyli bycie ojcem i matką – na swój własny sposób.

O czym musi pamiętać ojciec, pielęgnując maluszka? Czy orientują się w wykorzystywanych w pieluszkach technologiach oraz systemach takich jak Bella Baby Happy Safe Way czy Air Flow?
Kiedyś nie interesowało mężczyzn, skąd są pieluchy i jakie ich rodzaje są dostępne na rynku. Dziś panowie sami prowadzą na ten temat rozmowy. Zdarza się, że jeszcze przed urodzeniem dziecka robią research – proszą o próbki, badają, porównują.

Sprawdzają niemal każdy produkt, w tym, np. pieluszki, chusteczki, zabawki. Kontrolują, czy są dobre jakościowo, zdrowe i w żaden sposób nie zagrażają dziecku. Czytają, czy nie mają substancji, które mogłyby doprowadzić do odparzenia skóry dziecka, alergii lub dyskomfortu. Chcą wiedzieć, czy aby na pewno pieluszki wystarczająco przepuszczają powietrze, są chłonne, miękkie i chronią skórę dziecka. Dziś, można powiedzieć, ojcowie są specjalistami w tej dziedzinie.

Jakie korzyści niesie więź emocjonalna z dzieckiem – dla samego dziecka, ojca oraz całej rodziny?

Lepsze relacje z dzieckiem to także lepsze relacje partnerskie z jego matką. Na szczęście działania instytucjonalne idą w kierunku tego, by zachęcać ojców do opieki nad niemowlęciem. Obecnie jest możliwość podzielenia urlopu na macierzyński i tacierzyński. I panowie się na to decydują – wcale nie z tego powodu, że stracili pracę albo że coś złego się dzieje w firmie. Coraz częściej panowie uważają, że 3-miesięczna lub półroczna przerwa nie będzie miała żadnego znaczenia dla ich kariery zawodowej, a bycie z dzieckiem pozwoli wzbudzić wyjątkową więź, którą w przyszłości można zebrać jako duży, piękny plon.

Uważam, że zmiana roli ojca na bardziej empatycznego jest bardzo pozytywna i mamy szansę wychowywać coraz zdrowsze pokolenia młodych ludzi – zaopiekowanych, pewnych siebie, zadowolonych. Z kolei dowartościowanie młodego, rozwijającego się człowieka może przełożyć się na to, że będzie mniej agresywny czy mniej wrogi w stosunku do innych, bo ma zaspokojoną potrzebę kontaktu i bezpieczeństwa.

Psycholog, dr Ewa Jarczewska-Gerc

Psycholog, dr Ewa Jarczewska-Gerc